środa, 8 października 2014

Od Anuritti cd Reeve'a

Uśmiechnęłam się przyjacielsko, przysiadając na ziemi.
-   Ktoś by mi się przydał, jestem tu sama...
-  W takim razie teraz już nie. - samiec skłonił się lekko.
Na samą myśl o tym, iż ktoś będzie mi codziennie towarzyszył przyprawiała mnie o niemałą radość. Swoje w samotności wystarczająco odsiedziałam. Miałam dość tych poranków i wieczorów w całkowitej ciszy, zamyśleniu. Szału można dostać, gdy nie ma się do kogo gęby otworzyć.
- W takim razie wybierzesz sobie jaskinię? - spytałam, przechylając lekko głowę. 
- Na dworze nie zamierzam spać, więc myślę, że to dość dobry pomysł. - uśmiech znów pojawił się na jego pysku - prowadź. 
Wstałam szybko z zimnej ziemi i skierowałam się ponownie wgłąb lasu. Samiec kroczył za mną, obserwując tylko wszystko wokół. 
- Z tym miejscem musi być związana jakaś tajemnica. - oznajmił nagle, a ja obróciłam się w jego stronę lekko zdziwiona.
- Dlaczego tak sądzisz? - odpowiedziałam bez namysłu, zwalniając kroku.
- Tu jest tak... tajemniczo. I niepowtarzalnie. - powiedział, rozglądając się. - te drzewa powalone... porośnięte mchem. Paprocie, złote promienie przebijające się przez zielone liście. Jak w jakiejś bajce. - uśmiechnął się do mnie. 
- Może i tak.. - wzruszyłam ramionami, obrzucając wszystko wokół spojrzeniem. Nigdy nie patrzyłam na ten las jako coś wyjątkowego, nie przyglądałam się mu. Las po prostu był, i już. Moje miejsce zamieszkania, w którym spędzałam całe dnie.
A jednak nie wyczułam tej magii. 
Słowa Reeve'a spowodowały u mnie nagłe uruchomienie mej bujnej wyobraźni. Samiec spojrzał na mnie wyczekującym spojrzeniem.
- Masz rację. - odpowiedziałam jak najbardziej zgodnie z prawdą.
Uśmiechnęłam się i ruszyłam ponownie przed siebie, bowiem chciałam pokazać mu moją jaskinię. Znajdowała się na skraju lasu, w małym zagajniku. W niedalekiej odległości znajdowało się kilka innych, które stały puste. Żywiłam szczerą nadzieję, że samiec zamieszka w jednej z nich. 
Słońce całkowicie już zaszło za horyzont, pozostawiając tylko bladopomarańczowe smugi, które nikły w granacie nadchodzącym z drugiej strony nieba.  
- Ładne tu masz zachody słońca. - Stwierdził Reeve, również przypatrując się z zamyśleniem niebu.
- Wiem. - odparłam po chwili zastanowienia. 
Dopiero teraz, gdy spotkałam inną istotę zaczęłam dostrzegać piękno tego mojego kąta, w którym codziennie rutynowo polowałam, wylegiwałam się. Ale i tak te wszystkie dogodności nie potrafią zastąpić towarzysza w formie innego wilka.
Jak to dobrze w końcu nie być samotnym!
- To tutaj? - samiec wskazał łapą na bezkształtną, podłużną dziurę umieszczoną u podstawy skały.
- Yhym. - kiwnęłam głową i zaglądnęłam do środka.
W tym samym momencie do mojego nosa dotarł zapach spalenizny i dymu z ciemnego wnętrza. Czyżbym nie zgasiła ogniska przed wyjściem? 
Weszłam głebiej, ale kasłając, wyskoczyłam szybko na zewnątrz.
- Co jest? - spytał z nutką niepewności w głosie Reeve. 
- Nic wielkiego, lekkie zadymienie mej jaskini. - machnęłam łapą - chyba przyjdzie nam trochę poczekać. - Nie uzyskując reakcji  z jego strony dodałam szybko - co ty na to, by oglądnąć inne jaskinie? Wybierzesz sobie jakąś.
- Zgoda. - samiec kiwnął głową z obojętnym uśmiechem.
- To niedaleko. - zapewniłam, ruszając.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz