poniedziałek, 13 października 2014

od An cd Ronan'a

- Nie widzę powodu, byś opuścił to miejsce. - odpowiedziałam miękko, przechylając głowę - zostań na ile chcesz.
- Miło słyszeć. - jego głos był nadal zdenerwowany, samiec rozglądał się tylko, czujnie wyłapując każdy najcichszy dźwięk.
- Idę na polowanie, zjadłbyś coś? - spytałam z innej beczki, przyglądając się aksamitnej sierści wilka, która ładnie lśniła w popołudniowym słońcu.
- Chętnie... - przyznał bez najmniejszych skrupułów, lecz dodał niepewnie - tylko... ja nie poluję.
Podniosłam lekko brwi w zdziwieniu, ale postępując zgodnie z moimi kulturalnymi zasadami pominęłam fakt, który mnie nieco zdziwił.
- Żaden problem, ja się tym zajmę. - zapewniłam szybko - a sama przecież nie zjem całego jelenia.
- Macie tu jelenie? - jego głos lekko się ożywił.
- Yhym. To jeszcze jakie tłuste! - machnęłam łapą, a samiec niespokojnie się poruszył.
- Co jest? - uśmiech spełzł mi z pyska.
- Nic, nic... - powiedział pośpiesznie Ronan - coś mi się zdawało...
- Rozumiem, nieważne... - mruknęłam wymijająco, coraz mocniej zadziwiona jego nienaturalnym zachowaniem. Jeszcze raz zmierzyłam go wzrokiem.
Przecież wszystko jest w najzupełniejszej normie. Chyba, że jest coś, czego nie widzę.
- Idziemy? - Ronan zwrócił szybko moją uwagę, patrząc się jakby nieobecnie w krzaki.
- Jasne - przytaknęłam - chodź.
Weszłam w zarośla, a basior szybko dorównał mi kroku.
- Masz jakieś stałe miejsca na polowania? - spytał, uśmiechając się lekko.
- Czy ja wiem? - westchnęłam - Wydaje mi się, że poluję, gdzie popadnie. - zaśmiałam się.
Schyliłam głowę, przykładając nos do mokrej ziemi. Już po kilku krokach wyczułam słaby trop leśnej zwierzyny.
- Tutaj... - powiedziałam cicho i wskoczyłam za duże skupisko paproci. Samiec wszedł za mną i stanął, nastawiając uszy.
Zmrużyłam oczy, dostrzegając sarnę nieopodal, na małej polanie.
- To mamy obiad. - mruknęłam - zostań tutaj. Ja szybko się z nią rozprawię i wracam.
- Jasne. - Samiec żywo kiwnął głową, przysiadając na trawie.
Wyszłam powoli z krzaków i starając się jak najciszej stawiać kroki doszłam do skraju zarośli. Sarna pasła się tuż naprzeciwko, wystarczyło tylko wyskoczyć.
Jednak przy każdym moim wdechu i wydechu zwierzyna nastawiała czujnie uszy, a jej szczęki żujące leniwie trawę zastygały w bezruchu, by nie stwarzać zakłucających nasłuchiwanie dźwięków.
Zmarszczyłam czoło i chcąc nie chcąc, przeskoczyłam kępę krzaków i wylądowałam na zadzie sarny. Ta, szaleńczo zerwała się do biegu, lecz po krótkiej serii wybuchowych wyrzutów racic w powietrze, runęła na ziemię pod moim ciężarem. Wbiłam tylko mocniej pazury w jej mięciutkie ciało, a zęby zatopiłam tam, gdzie głowa łączy się w tułowiem. (Czyt. Szyja). Przytrzymałam chwilę szczęki w uścisku, aż ciało sarny przestało się ruszać. Westchnęłam i z wysiłkiem podniosłam się na proste łapy, nadal trzymając w zębach ofiarę. Z uznaniem popatrzyłam na me dzieło i zaczęłam  ciągnąć z trudem łanię w stronę zarośli. Zwierzynę położyłam tuż za linią krzewów.
- Ronan! - zawołałam donośnie, obracając się wokół. - Ronan, wyłaź, mamy obiad! - krzyknęłam jeszcze raz, ale po chwili ze zdziwieniem stwierdziłam, że samca nie ma w pobliżu.

<Ronan, gdzie jesteś? XD >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz