Ruszyłem za nią. Byłem głodny, trochę wstrząśnięty i przez to nieuważny. Nim zdążyłem choćby krzyknąć ziemia osunęła mi się pod łapami i wylądowałem jakiejś dziurze. Po szybkim sprawdzeniu już wiedziałem, że bez osoby widzącej, bez przewodnika stąd nie wyjdę. Syknąłem błądząc na ślepo. Kilka razy boleśnie obiłem się o ściany i przez to pył oblepił moje futro. Wokół czułem intensywny zapach ziemi, pomieszany z wonią lasu. Wreszcie postanowiłem przestać czekać. Odbiłem się od ziemi i wyczułem trawę pod pazurami. Rozpaczliwie wczepiłem się w nie próbując wydostać. Spadłem jednak na dół. Ponowiłem próbę i za którymś razem udało mi się.
Zdyszany, zakurzony poszedłem za zapachem poznanej wcześniej wadery.Chyba mnie szukała. Zobaczyła mnie chwilę później. Usłyszałem westchnienie ulgi jak i zdziwienia.
-Co się stało?!
-Wpadłem do dołu.
-Gdzie?
Sprawnie oceniłem odległość.
-Przecież tam jest dziura wielka tak bardzo, że nie mogłeś jej nie zauważyć...
Zwiesiłem łeb zrezygnowany.
-Czas odkryć karty. Jestem ślepy. Nie widzę absolutnie nic, nawet zmiany między nocą a dniem. Nie mam tego od urodzenia, tylko od uderzenia w głowę. Łopatą.
Usłyszałem jak zachłystuje się powietrzem. Nie dziwiłem się jej.
<An?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz