Spędziłem tu zaledwie ułamek czasu, a już czułem, że jestem w miejscu, które niedługo śmiało będę mógł nazwać domem. Dodatkowo cały las, drzewa i miejsca tu okrywała jakaś niezwykła tajemnica. Jako gadatliwy wilk śmiałem to zauważyć, prawdopodobnie wprowadzając w lekką konsternację Anuritti. Będę w końcu musiał nauczyć się trzymać język za zębami. Ojciec zawsze mi to powtarzał.
Wilczyca oprowadziła mnie po najbliższej okolicy, pokazując jaskinie. To zajrzałem, tam zajrzałem, ale żadnego uroku nie dostrzegłem w żadnej z nich. Dopiero pod koniec znalazłem odpowiednią jaskinię. Wejściem do niej była dziura pod zarośniętym mchem pniem powalonym na skałę. W środku było miło i przytulnie. Pachniało świeżą ziemią. Cudownie. I chyba znajdowała się niedaleko nory An...
- Chyba wybiorę tą. - posłałem kolejny uśmiech w stronę wilczycy. Lubię się uśmiechać. - Przepraszam za kłopot z poprzednimi.
- Nic się nie stało. - odpowiedziała, również lekko się uśmiechając. Jej oczy błyszczały jak dwie gwiazdy. Kiwnąłem w jej stronę głową z szacunkiem.
- Dziękuję. Za przyjęcie mnie tu i za jaskinię. Za wszystko.
<An?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz