wtorek, 14 października 2014

Od Anuritti cd Reeve'a

- Nie ma sprawy, to ja dziękuję. - zapewniłam szybko ze śmiechem - że w ogóle się tu pojawiłeś, jako pierwszy.
- Wydaje mi się, że to ja powinienem być tobie bardziej wdzięczny. - stał przy swoim, uśmiechając się zabawnie.
- E tam, gadasz. - machnęłam łapą - nie ma o czym mówić.
- Skoro tak uważasz. - przytaknął z teatralnym westchnieniem. - w takim razie pozwolisz, że udam się teraz na spoczynek?
Podniosłam brwi w zaskoczeniu.
- Żartujesz? - powiedziałam ogłupiałym tonem - przecież jest wcześnie. Tuż po zmroku!
Podniosłam głowę do góry, by utwierdzić się w tych słowach. Nic bardziej mylnego. Pomarańcz nikł już w narastającym granacie, a pierwsze gwiazdy migały nad przeciwnym horyzontem.
- Wieczór uważasz za wczesną porę? - rzekł on, równie zdziwiony.
- Widocznie mamy inne poczucie czasu. - wzruszyłam ramionami.
- Widocznie.
- Może pójdziemy do mnie. Robi się zimno.  - zaproponowałam rezolutnie po chwili ciszy.
- Bardzo chętnie. Ogon mi marznie. - odpowiedział. Ruszyliśmy przed siebie, idąc pomiędzy drzewami i zaroślami. Na dworze zapanowała już całkowita ciemność. Gdyby nie blady księżyc, dawno powpadalibyśmy na pnie i siebie nawzajem.  Gwiazdy wesoło migotały, świerszcze mimo zimnego, wiosennego powietrza urządziły swój monotonny koncert, który codziennie brzmiał tak samo.
Po niecałych trzech minutach zza ciemnych cieni wyłoniła się moja jaskinia, z której biło pomaranczowe światło ogniska.
- Panie przodem. - Revee wdzięcznie stanął przed wejściem.
- Och, jakiż uprzejmy młodzian. - zachichotałam niczym barokowa panna i dostojnym krokiem weszłam do środka.

<Reeve? XD >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz