Leżałem wsłuchując się w szum wody. Zastanawiałem się czy w końcu będę mógł normalnie żyć. Te sny... tak odległe czasem, a jednak silniejsze niż rzeczywistość, co dzień zaprzątały mój umysł. Otworzyłem oczy wpatrując się w błękitną toń tak znienawidzoną przez lata. Znów wróciły wspomnienia bolące niczym grot strzały... Nie! Nie myśl o tym!
Pokręciłem głową ruszając w las. Tak, las... zawsze umie uspokoić. Od razu mój nos zaczął wyłapywać ciekawe zapachy. Wdychałem powietrze podenerwowany, gdy wyczułem bliski zapach wilka. Zmierzał tu... to było pewne. Odwróciłem głowę w stronę krzewów wyczekując. Nie minęła chwila, a rozpędzony kształt runął na mnie przygniatając do ziemi. Zerwałem się szybko i stanąłem oko w oko z młodą wilczycą. Jej czarna sierść lśniła w blasku słońca, a piwne oczy lustrowały mnie podejrzliwie.
-Kim jesteś? - zapytała.
-Korton, a ty?
-Kaja... To twój teren?
-Nie. - odparłem zdziwiony. Jeśli już miałem spotkać jakieś wilki to w watasze i na ich terytorium, a tu taka niespodzianka. - Jeśli mogę spytać... co samotna Wadera robi tak daleko od stada?
Zaciekawiony czekałem na jej odpowiedź.
<Kaja?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz