piątek, 3 października 2014

od Anuritti cd Reeve'a

Gdy tylko obcy zapach dotarł  do mojej jaskini, od razu wyglądnęłam na zewnątrz. Podnosząc głowę, zastygłam w namyśle. Iść na spacer, czy nie.
Górę wzięły moje niedotlenione płuca, które przez cały dzień oddychały powietrzem zmieszanym z dymem z ogniska. Podśpiewując cicho, zeszłam z pagórka i skierowałam się do lasu.
Gdy tylko do mojej głowy wdzierały się myśli, że jestem tu prawdopodobnie całkiem sama, ciarki przechodziły mi po plecach. Perspektywa całkiem pustej przestrzeni przerażała mnie na tyle, że szybko wskoczyłam do lasu, podkulając ogon przed mocnym wiatrem.
Złota tarcza słońca powoli chyliła się ku zachodowi, tworząc na niebie niesamowite, różnobarwne łuny. Nabrałam pewności w kroku i powoli ruszyłam w stronę wodopoju, który odkryłam już wczoraj.
Drepcząc po udeptanej przez zwierzynę ścieżką, zadzierałam głowę do góry, obserwując latające nad drzewami ptaki. Nieliczne sylwetki nietoperzy przemykały pomiędzy gałęziami, ale z każdą minutą było ich coraz więcej.
Niebo przybrało mocno pomarańczową barwę, a ja doszłam do źródełka, z którego z cichym szelestem wypływała woda. Poniżej formował się mały wodospadzik, który wpływał do małego jeziorka. Uśmiechnęłam się tylko na ten widok i wyobraziłam sobie kolorowe ryby pluskające w srebrzystej wodzie.
Poszłam dalej, obierając sobie na cel jezioro. Nie wiedziałam dokładnie, czy to daleko, jednak pora była niepóźna, a powietrze wiosenne, ciepłe.
Po kilku krokach wyczułam obcy zapach. Zaniepokojona, przyśpieszyłam tylko. Skąd mogę wiedzieć, co to takiego?
Wyłoniłam się zza krzaków i ujrzałam sylwetkę wilka siedzącego na brzegu. Wpatrywał się w wodę, jednak wyraźnie nasłuchując.
Podeszłam niepewnie, starając się jak najciszej stąpać i tym samym pozostać jak najdłużej niezauważona. Samiec czujnie obrócił głowę i od razu poderwał się ze swego miejsca. Spojrzał na mnie ostrzegawczo, cofając się.
Przystanęłam w miejscu, próbując wymyślić sensowne rozpoczęcie rozmowy.
- Em... - mruknęłam, marszcząc czoło i patrząc na niego pytająco - my się znamy?
- Stanowczo nie. - odparł sucho, ale już z mniejszym zdenerwowaniem.
- Moim obowiązkiem jest ci się przedstawić, gdyż są to moje tereny. Skoro kultura nakazuje, na imię mi Anuritti. - podeszłam ponownie, jednak basior pozostał w miejscu. Patrzył na mnie jak na wariatkę - a tobie jak na imię? - dodałam po chwili wahania.
- Reeve. - odparł z lekkim jakby ogłupieniem, przyglądając się mi badawczo.
- Miło mi. Masz bardzo ładne imię. - przechyliłam lekko głowę w przyjacielskim geście i uśmiechnęłam się niemrawo.

<Reeve?>




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz