wtorek, 21 października 2014

od Reeve'a cd Anuritti

Od Reeve'a cd Anuritti

Przez całą opowieść wpatrywałem się w wilczycę. Na początku przybrała obojętny wyraz pyska i starała się go utrzymać przez całą opowieść, jednak momentami ukazywała w części głęboko skrywane emocje. Zastanowiło mnie, co musiała przeżywać i jak długo z tym walczyła wewnątrz siebie, że teraz mówi o tym z takim dystansem i chłodem. A może nadal walczy?
Gdy zakończyła, spojrzała na mnie. W jej oczach odbijały się tańczące wesoło ogniki, a za nimi przewijała się lawina uczuć i emocji, zapewne wyzwolona pod wpływem wspomnień. Wygasała ona powoli, pozostawiając przyjaźń i ciepło, które już poznałem.
 - Mam nadzieję, że teraz będziesz wiodła spokojniejsze życie. - powiedziałem, naprawdę w to wierząc. - Ludzie nie są najlepszymi towarzyszami dla nas ani innych mieszkańców lasu. - dodałem, wyrażając moje przekonanie.
 - Skąd takie przeświadczenie? - zapytała.
 - Z przeszłości. - odpowiedziałem, jednak chyba rozbudziłem w niej ciekawość.
 - Coś więcej? A może opowiesz mi coś o sobie?
Nie dałem się długo prosić. Mówiłem, co jakiś czas przenosząc wzrok z ogniska na wilczycę i odwrotnie.
 - Urodziłem się w watasze na północy. Byłem jedynym synem naczelnego i jednocześnie najlepszego łowcy w watasze. Ojciec chciał, bym poszedł w jego ślady, więc od małego uczył mnie, jak zaczajać się na ofiarę, jak znajdywać najsłabsze punkty i tym podobne rzeczy. Szczerze mówiąc, nigdy mnie to nie interesowało, ale z szacunku przyjmowałem nauki. Zawsze wspierała mnie w tym matka. To właśnie ona nauczyła mnie dobrego zachowania i szacunku dla wilczyc.
W końcu dorosłem, a mój ojciec zmienił plany co do mnie. Alfą watahy był wtedy dobry, ale starszy już wilk, który miał córkę mniej więcej w moim wieku. Oboje postanowili nas zeswatać. Jednak my podczas pierwszego spaceru stwierdziliśmy, że nie pasujemy do siebie. Co tu dużo mówić, ona kochała innego, a ja nie kochałem jej. W zgodzie wróciliśmy i postanowiliśmy powiedzieć o wszystkim rodzicom. Moi nie przyjęli tego najlepiej. Doszło między mną a ojcem do ostrej wymiany zdań. Wtedy... - ucichłem na chwilę, zastanawiając się, jak ująć ten najgorszy aspekt. Postanowiłem, że go pominę. Nikt jeszcze o tym nie wiedział i lepiej, żeby tak zostało. - Wtedy odszedłem. Opuściłem watahę, w której się urodziłem. Jednak po kilku dniach sumienie mnie ruszyło. Postanowiłem wrócić. A wtedy na miejscu zastałem istny chaos. Wszędzie znajdowały się ślady łap, krwi i ludzkich stóp. Leżało tam kilka ciał wilków, które znałem, oraz ciała psów. Wtedy odszedłem na dobre.
Wędrowałem prawie rok, czasem sam, czasem z wilkami, które spontanicznie poznałem, aż w końcu trafiłem tu.
Spojrzałem na Anuritti. Wpatrywała się w jakiś punkt obok mnie, przygryzając lekko dolną wargę. Podniosłem zad.
 - Może już pójdę. Późno się zrobiło. - posłałem jej uśmiech. - Dobrej nocy życzę. - ruszyłem w stronę wyjścia.

<An? Co zrobisz? ;p>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz